środa, 22 listopada 2017

Manzana bags video

Dzisiaj mało pisania, gdyż przygotowałam dla Was filmik krótki, nie zdążycie dopić kawy) na którym pokazuję nowe torebki-kuferki marki Manzana.

Torebka-kuferek z kółkiem, do noszenia w ręku za pomocą metalowego kółka, lub klasycznie, przez ramię- na długim przypinanym pasku.


Torebka jest pojemna choć gabarytowa nie taka duża. Środek torebki to czarny, ściągany troczkami worek, posiadający jedna większą kieszonkę zapinaną na ekspres i dwie mniejsze wszyte.

Torebka wykonana jest z grubej, fakturowanej eko-skóry. Wszystkie dodatki są w kolorze srebrnym.

A tu zobaczycie dwie wersje kolorystyczne na żywo :))



Pozdrawiam, Aga

wtorek, 21 listopada 2017

Depilacja laserowa LightSheer DESIRE® czyli włosy precz!

Która z Was lubi się depilować? Maszynka, depilator, plastry, krem do depilacji, wosk... dróg do pozbycia się zbędnego owłosienia jest wiele. Do pozbycia się na chwilę, na dzień , trzy tygodnie, miesiąc. A gdyby tak pozbyć się włosków na dobre? Jestem za! Ale czy jest to możliwe, czy znowu marzę o czymś nierealnym? Odpowiedź jest jedna: laser!



Niedawno było głośno o metodzie IPL, kojarzycie? IPL często jest postrzegany jako laser, jednak tak naprawdę to lampa ksenonowa, której rozproszona wiązka światła działa wybiórczo nie tylko na włos, ale również na skórę. W efekcie skuteczność zabiegu spada zaś bolesność i ryzyko podrażnień się zwiększa. oraz zwiększa się bolesność i ryzyko podrażnień po zabiegowych. IPL nie zapewnia trwałego usunięcia owłosienia, które po jakimś czasie pojawia się na nowo. Zatem czy warto wydawać pieniądze na coś co boli i nie daje skutków jakich oczekujemy? Nie!
Eliminacja zbędnego owłosienia za pomocą lasera diodowego LightSheer DESIRE® to bezinwazyjna metoda depilacji, w pełni bezpieczna. Zabieg ten nie prowadzi absolutnie do żadnych podrażnień czy uszkodzeń skóry, dzięki czemu może być przeprowadzany nawet w tak wrażliwych 
miejscach jak pachy, strefa bikini czy górna warga.

Wiązka światła lasera przenika przez skórę i likwiduje mieszki włosowe, nie naruszając przy tym delikatnej struktury naskórka. Poprzez zastosowanie wiązki lasera mieszek włosowy (wraz z cebulką) ulega uszkodzeniu, absorbując energię przez barwnik (melaninę) znajdujący się we włosie. By całkowicie zniszczyć mieszek włosowy, włos powinien być w fazie wzrostu, czyli w fazie anagenu. Podczas jednorazowej wizycie w gabinecie zniszczone zostaje około 20-30% owłosienia, jest to zależne od tego, ile włosów znajduje się w fazie wzrostu.




Z każdym zabiegiem ilość owłosienia ulega zmniejszeniu, a całkowite efekty widoczne są po serii zabiegów. Zabiegi odbywają się co ok. 6-10 tygodni, zazwyczaj jest ich potrzeba ok. 6-8.
Zabieg nie jest jednak zupełnie bezbolesny. Podczas naświetlania można odczuwać niewielki dyskomfort w obszarze przeprowadzania zabiegu, zwykle czuje się zasysanie skóry i lekkie szczypanie. Moim zdaniem jest to mniej bolesne niż depilacja depilatorem.




Dzisiaj opowiem Wam o pierwszej w życiu depilacji laserowej.

Gdy umówiłam termin wizyty (drogą mailową) w odpowiedzi dostałam szczegółową instrukcję ze wskazówkami jak przygotować się do zabiegu. Niezwykle ważne jest by w dzień depilacji laserowej nie stosować żadnych balsamów ani antyperspirantów w obrębie skóry która będzie poddana zabiegowi. Należy dokładnie ogolić obszar, który będzie poddany działaniu lasera, zostawiając niewielki fragment nieogolonej skóry, by osoba przeprowadzająca zabieg mógł ocenić grubość i kolor włosów (im ciemniejsze i grubsze tym lepiej).

Należy też pamiętać, by co najmniej dwa tygodnie przed zabiegiem nie pić herbat ziołowych zawierających zioła o właściwościach światłoczułych. Nie wolno też korzystać w tym czasie z solarium czy przyjmować antybiotyków. Ciąża jest również przeciwwskazaniem do zabiegu depilacji laserowej.


Dzień przed zabiegiem dokładnie ogoliłam łydki (bo taki właśnie obszar wybrałam), zostawiając na każdej niewielki fragment nieogolonej skóry. Tego dnia nie używałam balsamu , nie wykonywałam też peelingu skóry.

Na zabieg depilacji laserowej wybrałam się do gabinetu Depilacja.pl w Łodzi, który mieści się w salonie kosmetycznym Bella na ul. Rzgowskiej 56A. Gabinety depilacji laserem LightSheer DESIRE® mieszczą się w całej Polsce, TU znajdziecie wykaz wszystkich miast z dokładnymi adresami.



W gabinecie przywitała mnie przemiła i bardzo kompetentna pani kosmetolog, która na wstępie wizyty przeprowadziła u mnie wywiad medyczny. Wypełniłam też specjalny kwestionariusz, by ustalić, czy kwalifikuję się do zabiegu.





Po dokładnym omówieniu całego zabiegu, na jakiej zasadzie działa laser i czego mogę się spodziewać, przystąpiłyśmy do punktu głównego, czyli depilacji. Miałam ciary i lekkie obawy, bałam się nieco bólu, jak się okazało później, całkiem niepotrzebnie.





Rączym krokiem podeszłam do leżanki, myśląc raz kozie śmierć (biedna koza). Zabieg zaczął się wyrysowania i podzielenia na obszary moich biednych łydek.



Następny krok to schowanie przed wiązką lasera wszelkich pieprzyków. Pani kosmetolog skorzystała w tym celu z białej kosmetycznej kredki. Moje nogi wyglądały jak podczas ospy wietrznej (gdy byłam mała i złapałam wiatrówkę, mama smarowała mnie białym płynem, byłam wykropkowana toczka w toczkę jak łydki przed laserem)




Zaczynamy! Podczas zabiegu zarówno osoba wykonująca go jak i osoba poddawana depilacji laserowej muszą mieć na nosie niezwykle twarzowe okulary ochronne. Oszczędzę Wam jednak tego widoku :)))

Najpierw zaczęłyśmy działać większą końcówką, która podczas przykładania do skóry zasysa ją, czujemy ciepło i uszczypnięcie. Da się znieść! W palcem w nosie!




Do mniejszych partii ciała , tym trudno dostępnych czy np. kościstych jak kość piszczelowa z przodu łydki ;) stosuje się mniejszą głowicę, ma ona działanie chłodzące. Byłam ciekawa która z nich jest bardziej przyjazna w odczuciach, jednak według mnie bez różnicy, obie w zasadzie nie sprawiają bólu tylko dyskomfort. Zobaczymy w grudniu, wtedy dawka lasera będzie większa ;)))



I po wszystkim! Samo „laserowanie” trwało raczej krótko, byłam przygotowana na to, by spędzić na leżance więcej czasu, ale zanim zdążyłam zastanowić się czy to boli czy też nie, było po zabiegu. Wow!

Na sam koniec pani kosmetolog nałożyła mi na skórę moich lekko zmaltretowanych łydek specjalny balsam łagodzący ewentualne podrażnienia.



Balsam ten można zakupić w gabinecie, by stosować go w domu. Można też przez kilka dni po depilacji nakładać na skórę np. Alantan.



Usłyszałam by nie stosować detergentów przez 1-2 dni by nie wysuszyć i nie podrażnić dodatkowo skóry. Unikać tarcia jej szorstkim ręcznikiem, nie aplikować kosmetyków z alkoholem. Przez cały okres wszystkich zabiegów jest też absolutny zakaz opalania się.

Zostałam uprzedzona, ze skóra może być przez kilka dni nadwrażliwa, zaczerwieniona. U mnie na szczęście nic takiego nie było. Czułam szczypanie i lekkie pieczenie przez 2-3 godziny po zabiegu, ale potem było już ok.



Kolejna wizyta w grudniu! Jestem bardzo ciekawa efektów, jeśli będą zapierać dech w piersi, zdecyduję się też na pachy i uda. Raz się żyje i szkoda czasu na machanie maszynką do golenia :)

Póki co jestem zadowolona, nie taka depilacja laserowa straszna jak ją malują.

Ile kosztuje ta przyjemność? Dokładny cennik znajdziecie TUTAJ Jeden zabieg partii ciała to koszt 179 zł. Warty uwagi jest pakiet Do Skutku, kosztuje on 999 zł. Na stronie Depilacja.pl znajdziecie też rabat na pierwszy zabieg w wysokości 50 zł.

Niech moc lasera będzie z Wami!

Pozdrawiam, Aga



Ps. Przepraszam Was najmocniej za brak wpisu wczoraj, miałam gotową stylizację, ale po południu dopadł mnie jakiś wirus i wylądowałam w łóżku z 40 stopniami gorączki. Nadal jestem bardzo chora, ale już nie umieram.
 
 

niedziela, 19 listopada 2017

InstaWeek czyli mój tydzień na Instagramie

Hu hu ha, idzie zima! Nie wiem jak Wy, ale ja wyczuwam ją coraz bardziej. Czuć ją wyraźnie w powietrzu. ciekawa jestem, kiedy w Łodzi spadnie (i zostanie choć na kilka dni) pierwszy śnieg.


Zimno, cały tydzień. Przydałaby mi się naprawdę ciepła kurtka, mam z zeszłych lat płaszcze i kurtkę ale w tym roku jakoś mnie grzeją mnie dostatecznie. Marznę i to bardzo, a co będzie gdy przyjdą mrozy?

Całe życie byłam zmarzluchem, ale teraz to jakaś przesada. We wrześniu wyjęłam już z szafy kurtkę w której chodziłam ubiegłej niedzieli. o ten wiek robi z ludźmi ;)

A co wydarzyło się w tym tygodniu?

1. Wreszcie dotarł do mnie wyczekiwana przesyłka Manirouge. To naklejki termiczne, które wyglądają fantastycznie na paznokciach i są idealnym rozwiązaniem dla takich sierotek z dwiema lewymi rękami, które nie potrafią robić wzorków. Za kilka dni zamierzam zrobić pierwsze podejście :o
Cudny stolik i świecznik pochodzą ze sklepu Netto 

2.Nowy fason torebki Manzana, u mnie oczywiście w dwóch moich ulubionych kolorach- szarosci i bordo. Nakręciłam krótki filmik, w tygodniu ukaże się na blogu :)

3. Miniony wtorek nie należał do ulubionych. Kolejna nieprzespana noc, migrena i mega nerwy na DHL.Wrrr.
Na zdjęciu  kapciochy Big Star, filiżanka Home&You , stolik i świecznik Netto. 

1. Nowe kolory lakierów Orly. Czasami robię przerwę od hybryd i wtedy zawsze sięgam po Orly. całą trójka to nowe kolekcje: jesienna i zimowa. Nieco rozczarował mnie pierwszy kolor, patrząc na swatche w necie miał być ciemnym bordo a tu taka ciemna fuksja stonowana. Niemniej jest piękny.

2. Berety Jędrzejko towarzyszą mi od kilku lat, pierwsze dwa kupiłam na allegro jakieś 3 lata temu. Teraz nowe kolory i piękna folkowa chusta. Niedawno pojawił się ich sklep internetowy FolkLover, zajrzyjcie do niego koniecznie!

3. Orphica i jej nowa linia do pielęgnacji dłoni - Touch. Zapowiada się bardzo ciekawie 


1. Mam wreszcie muszkieterki! Te ze zdjęcia pochodzą ze sklepu CzasNaButy i są super, ponieważ zamiast popularnego umieszczenia zamka z boku buta, one są rozpinane z tyłu, od piety aż do samej góry. Love!
Stolik Netto, tablica podświetlana z Biedronki. 

2. Sobotni wieczór... kawa inka, półmrok, blask świec...
Świecznik kupiony w Netto.

3. Niedziela! Leniwa, spokojna, domowa. 
Kapciochy Big Star.

Jakie macie plany na wieczór? Może takie jak ja? Kawałek ciast, herbata i ulubiony serial, w ulubionym fotelu? Spokojnej reszty dnia!

Pozdrawiam, Aga

sobota, 18 listopada 2017

Przychodzi Aga do ….

kosmetyczki a tam... pani kosmetolog :)))


Kochani, w ubiegłym tygodniu wybrałam się do salonu kosmetycznego Blins, mieszczącego się w Łodzi na ul. Narutowicza 126a lok. C.
Przyznaję się bez bicia, ostatni raz byłam u kosmetyczki w zeszłym roku :o Zawsze brak czasu, brak sprawdzonego salonu, to główne powody dlaczego do kosmetyczki chadzam nieregularnie. Salon Blins chyba zmieni moje podejście, gdyż zostałam tam przyjęta iście po królewsku. Wymasowana, wymiziana, wypieszczona do granic możliwości. Wyszłam zrelaksowana i z bananem na buzi. Tego było mi trzeba!


Swą wizytę zaczęłam od długiej rozmowy na temat mojej skóry i oczekiwań jakie posiadam odnośnie tej wizyty. Dowiedziałam się, po wstępnych oględzinach, gdy już leżałam na wygodnej leżance a wokół rozbrzmiewały kojące dźwięki, że moja cera nie jest zbyt gruba ale nie należy też do tych cienkich, co oznacza że pomarszczy mnie trochę później i wizja wysuszonej śliwki odpłynęła w dal, uff!

Z przemiłą panią kosmetolog ustaliłyśmy wspólnie plan działania. Zależało mi na oczyszczeniu skóry, wygładzeniu jej i zabiegach przeciwzmarszczkowych.

Zabieg został przeprowadzony na bazie kosmetyków Purles oraz własnych kompozycji substancji aktywnych. Wszystkie produkty miały nieziemskie aromaty i cudownie delikatne działanie. 

Mój makijaż został unicestwiony przy pomocy łagodzącego mleczka do demakijażu Gentle Cleansing Milk oraz delikatnego toniku oraz Gentle Toner. Są to produkty przeznaczone do każdego rodzaju cery.

Mleczko z olejkiem z pomarańczy i witaminą E o aksamitnej konsystencji doskonale usuwa makijaż twarzy oraz oczu. Ma działanie antyoksydacyjnie oraz zapobiega wysuszaniu skóry.

Receptura toniku oparta jest na kombinacji specjalnie dobranych ekstraktów roślinnych: z trzciny cukrowej, klonu srebrzystego, borówki, pomarańczy i cytryny. Pobudza procesy odnowy naskórka oraz dostarcza tlen i energię zwiększając wydajność wewnątrzkomórkową skóry. Wyrównuje pH skóry, wygładza, zmiękcza i nawilża.

Na pierwszy ogień został wykonany peeling kawitacyjny- większość z Was na pewno wie co to jest i z czym się to je. 
Jest to zabieg bezinwazyjnego oczyszczania skóry, przeprowadzany za pomocą szpatułki wytwarzającej ultradzwięki, które w obecności wody tworzą mikroskopijne pęcherzyki gazu. Ruch pęcherzyków powoduje skuteczne oczyszczanie skóry z zaskórników i martwych komórek naskórka. Odczuwane jest to jak przyjemna mgiełka. 

Dodatkowo skóra jest poddawana mikromasażowi poprzez wprowadzenie w drgania komórek naskórka. Stymuluje to regenerację tkanek oraz wchłanianie składników aktywnych w głąb skory. Peeling kawitacyjny ma także właściwości dezynfekujące i stanowi doskonałe przygotowanie skóry na dalsze zabiegi. Uwielbiam sam zabieg jak i efekty po nim. Skóra jest gładka, zwarta i oczyszczona. 


Potem moja twarz uległa magnetycznemu urokowi peelingu ...magnetycznego. Totalna nowość dla mnie i mojej skóry. Peeling magnetyczny to nic innego jak opiłki magnetytowe, keratolina oraz kwas hialuronowy. Stosuje się go przy cerach szarych, zanieczyszczonych, niedotlenionych, mających częsty kontakt z czynnikami miejskimi. 

Oprócz tego sprawdzi się na skórze wymagającej regeneracji, po zabiegach intensywnego złuszczania czy po procedurach medycyny estetycznej. Idealny dla skóry podrażnionej, starzejącej się, trądzikowej lub z bliznami potrądzikowymi.



Jakie odczucia towarzyszą temu zabiegowi? Bardzo przyjemne, muszę Wam zdradzić. Miłe łaskotanie, jakby piana czy bąbelki miziały naszą skórę. Na pewno będę wracać do peelingu magnetycznego ♥

Kolejny krok to eliksir SeboRegulujący SeboRegulating Elixir. Moja cera od stu lat albo i dłużej przetłuszcza się, zwłaszcza w cerze T. Pani kosmetologi dobrała do niej balansująco-naprawcze serum zaprojektowane z myślą o skórze wymagającej. Kompozycja bazująca na selektywnie wybranych składnikach roślinnych i kwasie salicylowym, przywraca prawidłowe funkcje skórze, korzystnie wpływając na jej wygląd. 

Serum wyraźnie przyspiesza gojenie stanów zapalnych oraz zapobiega ich nawrotom,a zarazem głęboko nawilża skórę. Łączy działanie m.in. wyciągu z klony srebrzystego, ekstraktu z borówki czy trzciny cukrowej, które normalizują keratynizację, pobudzają regenerację oraz intensywnie rewitalizują skórę. 

Z kolei ekstrakty owocowe z pomarańczy i cytryny, rozjaśniają przebarwienia pozapalne, zmiękczają skórę, pozostawiając ją odświeżoną i matową.
Dzięki zawartości kwasu salicylowego, produkt oczyszcza i zwęża pory skóry, odblokowuje ujścia gruczołów łojowych oraz hamuje rozwój bakterii Propionibacterium acnes.
Gratis miałam masaż twarzy :))) Coś fantastycznego.

Po relaksującym masażu chwila na zastanowienie. Jaką maseczkę kładziemy? Zostały mi przedstawione różne produkty ale gdy tylko usłyszałam hasło: maseczka koperkowa, poczułam się zaintrygowana. Chcę ją, tu i teraz!



Herbal Powder Mask to ziołowa maska balansująca o innowacyjnej formule. Maska ma delikatną, puszystą konsystencję, coś a la twarożek z ziołami (nie wiedzieć czemu poczułam się głodna). Naturalne oleje oraz bogata kompozycja złożona z ziół, stworzona została specjalnie dla skóry wrażliwej, zarówno mieszanej jak i tłustej. 

Staranie dobrana receptura, zawierająca koper, bazylię i pietruszkę, reguluje pracę gruczołów łojowych, działa antybakteryjnie, balansująco i matująco. Wyjątkowe połączenie aromatów składników aktywnych, sprawia, że zabieg staje się ucieczką od codziennego zgiełku. Dodatkowo rukiew działa przeciwzapalnie i oczyszczająco, zwiększa odporność skóry na podrażnienia oraz detoksykuje.
Maskę kładzie się na płacie z gazy, by łatwiej można było ją usunąć. Czy pachnie koperkiem? Nie do końca. Jest to świeży, lekki aromat, bardzo przyjemny dla nosa.

Po koperkowych doznaniach czas na ostatni punkt programu- krem łagodząco-nawilżający Soothing Cream. Lekka konsystencja kremu błyskawicznie się wchłania przywracając równowagę hydrolipidową skóry oraz zapewnia ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. Ekstrakty z kasztanowca, oczaru wirginijskiego i aloesu wzmacniają naczynia włosowate, działają przeciwzapalnie i przeciwobrzękowo, stymulują proliferację i aktywność fibroblastów, co skutkuje zwiększeniem syntezy kolagenu i elastyny. Odpowiednie nawodnienie i odżywienie skóry zapewni wit. E oraz azulen. 

Kolejny kosmetyk o niebiańskim zapachu, nigdy nie przywiązywałam takiej uwagi do tego, by kosmetyki pielęgnacyjne pachniały. Wręcz odrzucało mnie od produktów o wyraźnych woniach. Tu jest inaczej. Zapachy używanych w salonie kosmetyków nie są nachalne czy zbyt intensywne. Idealnie dobrane pod kątem właściwości danego produktu, mają wręcz działanie aromaterapeutyczne.

Po tych wszystkich mizianiach, peelingach, masażach i maseczkach moja skóra wyglądała fenomenalnie! Zwarta, jednolita, zadowolona :) Nie mogę się doczekać kolejnych wizyt w salonie Blins. Tym razem zadziałamy konkretniej- może retinol?

Pozdrawiam,
wygładzona, zrelaksowana Aga

piątek, 17 listopada 2017

Foggy day

Wczoraj wybrałam się na zdjęcia. I dopadła mnie mgła. Poranek był tak ciemny, mglisty i szary że zdjęcia wyszły kiepskie:/ Udało mi się co nieco podratować w programie graficznym, przede wszystkim mocno rozjaśnić. Już wiem, by sprawdzać prognozę pogody i nie robić zdjęć przed ósmą rano...


Aura niczym z podrzędnego horroru, zaskakująco ciepło jak na listopadowy poranek. W takim oto warunkach sfotografowany został set, w którym połączyłam granat, bordo, szarość i czerń. Bardzo wdzięczna kompilacja barw, nie sądzicie? Prosta sukienka w głębokim granacie o miłym dla figury, lekko dopasowanym fasonie(gdyby zakrywała kolana byłaby idealna) okraszona bogactwem kolorów panoszących się na bordowej chuście folk. Dodatki już spokojne, czarne kozaki za kolano i szara torebka .


Sukienka OH!Yej
Chusta FolkLover
Torebka Manzana  (będzie krótki filmik na blogu, pokazujący ten fason, chcecie?)
Kozaki skórzane Zapato
Bransoletka I'm Free ACHA Studio

pics by XB

Pozdrawiam, Aga

czwartek, 16 listopada 2017

Basic Bitch make up

Tytuł intrygujący, zwodniczy... A wytłumaczenie bardzo proste :)) Dziś makijaż zmalowany paletką Basic Bitch MAC. Ciekawi jesteście jak wyszło?


Jestem totalnie oczarowana tą paletką! Moje serce skradły od razu maty (śliwka, czerń) reszta też jest świetna. Chyba czas przeprosić się z marką MAC, która do tej pory była mi co najwyżej obojętna, ba- spotkało mnie też kilka rozczarowań. A tu taka perełka 
Paletkę Basic Bitch znajdziecie w Douglasie KLIK



Tradycyjnie umieszczam listę kosmetyków, użytych do wykonania makijażu. Są to:

  • Baza wygładzająco-nawilżająca AA Wings of Color
  • Podkład Synchro Skin Shiseido Golden 2
  • Korektor All Day Long AA Wings of Color
  • Mineralny puder sypki AA Wings of Color
  • Róż ArtDeco Crystal Garden
  • Puder brązujący Bahama Mama The Balm
  • Paleta cieni Basic Bitch MAC
  • Czarna kredka do oczu AA Wings of Color
  • Tusz do rzęs VAMP! Pupa Milano
  • Szminka  Color Riche L'oreal 378 Velvet Rose


Te cienie same się blendują, mówię Wam 

Pozdrawiam, Aga

środa, 15 listopada 2017

Eve Duet Avon

Perfekcyjnie skomponowany duet doskonale uzupełniających się nut zapachowych na dzień i na wieczór – to definicja nowych perfum marki Avon: Eve Duet. Ambasadorką Eve Duet została sama Eva Mendes. To dwa zapachy w jednym flakonie. Dwa zapachy a tak naprawdę ... trzy, gdyż można je ze sobą łączyć. Niebywałe!


Marka AVON, wychodząc naprzeciw potrzebom współczesnych kobiet, stworzyła nietypową wodę toaletową EVE DUET. To pierwszy tego typu duet zapachów, które można ze sobą łączyć. Oba zapachy zostały zaprojektowane tak by można je nosić osobno lub razem. Pomysłowe!





Co było inspiracją do stworzenia tego oryginalnego duetu zapachowego? To amazońska lilia wodna, będąca jednocześnie wspólną nutą serca obu zapachów. Lilia ta kwietnie tylko przez 3 dni w roku,  zmieniając swój kolor i zapach od świtu do zmierzchu. Dlatego też EVE DUET to dwa zapachy zamknięte w jednym flakonie: subtelny złoty i zmysłowy fioletowy. Możemy wybrać jeden lub połączyć je ze sobą, by stworzyć własną kompozycję zapachową.


Złoty zapach jest świeża lekka kompozycja, którą idealnie sprawdza się w codziennych stylizacjach.  Otwierają go aromatyczna klementynka i rześki kwiat jabłoni. Nuta serca to lilia wodna i jaśmin. Bazą są jasne, drzewne nuty, dzięki którym cała kompozycja jest świeża, lekka i urzekająca.

Fioletowy zapach jest stworzony na wieczór, jako kompozycja niezwykle sensualna i uwodzicielska. W nucie głowy pojawia się soczysta bergamotka i słodka śliwka oraz aromat korzennego, różowego pieprzu. W nucie serca dominuje lilia wodna, będąca wspólną nuta dla obu zapachów. Dzięki niej zapachy tak dobrze się ze sobą splatają i współgrają. Lilii towarzyszy jaśmin i róża. Baza to piżmo i paczula.


Początkowo zakochałam się w zmysłowej fioletowej części tego duetu. Piżmowa, tajemnicza, dokładnie takie zapachy lubię. Jednak z czasem polubiłam i lekką wersję, która ostatnio towarzyszy mi codziennie. 
Oba zapachy utrzymują się na mojej skórze bardzo długo, nawet lekka kompozycja jest wyraźnie wyczuwalna po wielu godzinach, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. 


Niezły pomysł miał Avon, nieprawdaż? 
Znacie te zapachy? Co o nich myślicie?

Pozdrawiam, Aga