sobota, 8 lipca 2017

Najlepsze samoopalacze

Uff! Wreszcie udało mi się usiąść do wpisu o samoopalaczach który obiecałam Wam już jakiś czas temu.

Po latach opalania się i nie-opalania, doszłam do wniosku że lepiej wyglądam i czuję się zabrązowiona :) Nie widać cieni pod oczami a skóra wydaje się gładsza, bez niedoskonałości i innych skaz (przy Kluskach,  pełnych entuzjazmu podczas moich powrotów do domu,  non stop chodzę z siniakami)

Opalenizna uzyskana dzięki słońcu jest niezdrowa i wiąże się z dużym ryzykiem zachorowania na raka skóry. Do tego samo proces opalania trwa dłużej, jest męczący dla mnie (nie lubię gdy jest mi zbyt gorąco). Czasami lubię się wygrzać na słoneczku, jednak zawsze z wysokim filtrem i nigdy w bardzo upalne dni.

Jak zatem uzyskać zdrową i ładną opaleniznę? Odpowiedzią są samoopalacze!

 Opalenizna na zawołanie!

Pamiętam czasy gdy samoopalacze śmierdziały, robiły plamy i smugi, a opalenizna uzyskana dzięki nim miała jakże uroczy i pożądany odcień pomarańczu ;)  Na szczęście to przeszłość.  Najnowsze kosmetyki z tej dziedziny mają subtelne zapachy, idealnie się aplikują i dają różne, naturalnie wyglądające kolory opalenizny. 

Od razu Was ostrzegam - lepiej wybierać samoopalacze dla średniej lub ciemnej karnacji. Wersje do jasnej dają dziwną żółtawą poświatę, brrr. Zatem nawet jeśli jesteście bladolice, nie sięgajcie po wersje dla skóry jasnej.

Podstawowe zasady używania samoopalaczy:

- Aplikacja na czystą, suchą i wygładzoną peelingiem skórę.
- Jeśli macie ochotę na subtelniejszy efekt, możecie 30 minut przed nałożeniem samoopalacza wetrzeć w skórę balsam. Ważne by nie był zbyt ciężki i dość szybko się wchłaniał. Niektóre osoby mieszają też balsam z samoopalaczem, jednak ja wolę sposób o którym napisałam na początku.
- Ostrożnie ze stopami, kostkami, kolanami, łokciami, nadgarstkami itp. Te miejsca lepiej oszczędnie potraktować kosmetykiem samoopalającym.
- Samoopalacz najlepiej wmasowywać w skórę pionowymi ruchami a nie okrężnymi. 
- Po nałożeniu warto przetrzeć dłonie a zwłaszcza ich wnętrze chusteczkami nawilżającymi.
- Nie ubierajcie się od razu, samoopalacz musi mieć ok 10 minut na wchłonięcie się w skórę. Po aplikacji samoopalacza unikacie obcisłych ubrań, lepiej wybrać swobodny fason by materiał nie tarł o skórę.

I już. Jesteśmy pięknie opalone a przede wszystkim - zdrowo.

Teraz przedstawię Wam moich absolutnych ulubieńców jeśli chodzi o samoopalacze. Uwaga - wszystkie są polskie :)


Dax Sun, samoopalacz w sprayu

Pachnie lekko, kosmetycznie, po ok godzinie od nałożenia można wyczuć bardzo delikatną woń, charakterystyczną dla samoopalaczy. Nie jest ona mocna i szybko znika.

Samoopalacz jest w postaci płynnej. Ma wygodny dozownik-psikacz którym można wygodnie zaaplikować kosmetyk bezpośrednio na skórę lub na dłoń a następnie wetrzeć. 



Dax Sun daje naturalną  opaleniznę o ładnym odcieniu. Jego kolor określiłabym jako średnio-ciemny. Nie robi smug, znika równomiernie. Ideał. 

Z tej firmy polecam Wam też  piankę, stosowałam ją prze kilka lat z powodzeniem. Choć chyba wersja w sprayu bardziej zdobyła moje serce :)

Bielenda, brązująca pianka do ciała

Produkt ma konsystencję puszystej pianki o nieco karmelowym zabarwieniu. Pachnie ciepło, otulająco. Typowy smrodek jest subtelny i to po jakimś czasie. Nie męczy nosa i ulatnia się raczej szybko.

Pianka naprawdę szybko się wchłania, po ok 5 minutach od nałożeniu skóra jest sucha i gotowa na ubranie. 


Pianka zapewnia jednolitą opaleniznę o dość ciemnym brązowym kolorze (jest minimalnie ciemniejsza niż ta która daje Dax Sun).

Schodzi równomiernie, skóra po prostu z każdym dniem delikatnie jaśnieje. Nie bójcie się o plamy, nawet w trudnych miejscach. Bezproblemowy produkt :)

Marka Bielenda oferuje też samoopalającą mgiełkę którą bardzo lubię. Ma ona zmysłowy, egzotyczny aromat dlatego sięgam po nią raczej w chłodne miesiące.


Lirene, brązująca mgiełka

Olejkowa, dwufazowa formuła z bursztynem o płynnej konsystencji. Pachnie subtelnie a zapach szybko wietrzeje. Genialnie aplikuje się na skórę dzięki rozpylaczowi. Szybko się wchłania i już po chwili możemy  się ubrać.


Piękny, złocisto-brązowy odcień  opalenizny bez pomarańczy, czerwieni czy żółci. Kojarzy mi się z nadmorską opalenizną, serio :) Nie zrobicie sobie nią krzywdy, nawet jeśli nie macie wprawy w nakładaniu samoopalaczy.

***

Wszystkie te trzy produkty znam, stosuję i uwielbiam. Mogę je Wam polecić z czystym sercem. Nie ma sensu wydawać dużych kwot na zagraniczne wypasione marki. Te polskie perełki są świetne i na pewno będziecie z nich zadowolone :)


Wszystkie moje stylizacje to opalenizna z tubki, zobaczcie jak to naturalnie i pięknie wygląda!


Lubicie, stosujecie samoopalacze? jakie marki wybieracie? Jakie konsystencje  preferujecie- pianka, mgiełka-spray czy tradycyjnie kremowa?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Pozdrawiam, Aga

29 komentarzy:

  1. Nareszcie wpisy o samoopalaczach. ❤ Pamiętam jak miałam kiedyś samoopalacz w kremie, ale zostawił mi paskudne smugi. Myślałam, że wina leży po stronie właśnie tego samoopalacza, ale to ja go źle nakładałam. Na szczęście już opanowałam tę sztukę. :) Mamy tyle polskich perełek, że nic - tylko wybierać. Na pewno zrobię niedługo spacer po Rossmannie i kupię mgiełkę od Lirene. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, teraz samoopalacze nowej generacji są proste e obsłudze nawet dla niewprawionych osób :)
      Kup Lirene, będziesz zachwycona :)

      Usuń
  2. Używałam już pianki Bielendy, niestety śmierdzi :P Ale daje ładny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie nie śmierdzi ;) Ma najmocniejszy zapach z tej trójki, ciepły i otulający ale nie jest to smrodek :))

      Usuń
  3. U mnie gości tylko opalenizna z tubki
    Ale żadnego z tych produktów nie miałam jeszcze,
    Ja ostatnio używam produkty marki Vita liberata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Vita Liberata, miałam 3 produkty ale raczej się nie polubiliśmy :/

      Usuń
  4. Mgiełkę Lirene kupiłam wczoraj, bo ma bardzo fajne opinie. Mam nadzieję, że dolączę do chóru zadowolonych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki Anito abyś była zadowolona :)

      Usuń
  5. Mgiełkę z Lirene również mam i sobie chwalę. Świetny efekt daje też balsam Vita Liberata Body Blur :) To moi faworyci na to lato :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ah mój długo wyczekiwany temat:-) Bielenda idealna, teraz czas na spróbowanie Lirene czuje że to znów będzie miłość od pierwszego użycia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tej trójki najbardziej lubię Dax Sun i Lirene bo mają subtelne zapachy. Bielenda fajna ale ma wyraźnie ciepłą woń co nie każdemu pasuje, zwłaszcza latem.

      Usuń
  7. mam mgiełkę Lirene i bardzo ją lubię, jestem bardzo blada i unikam słońca, więc takie "wspomagacze" są u mnie na porządku dziennym, mgiełka jest fajna, bo nie robi smug :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Kupuj, uzależnisz się tak jak ja :))

      Usuń
  9. też pamiętam te czasy okropne smugi, pomarańczowe tony, blee..
    teraz wszystko jest prostsze. Lubię Vita Liberata

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawi mnie Lirene i Dax, muszę kupić bo nie lubię się opalać na słońcu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samoopalacze to wybawienie, nie każdy dobrze wygląda gdy jest blady :)

      Usuń
  11. Zastanawiałam się właśnie dlaczego zwykle jestem żółta po samoopalaczach. Muszę wypróbować wersje do ciemnej karnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko moje spostrzeżenie Doroto więc coś w tym jest :)

      Usuń
  12. Pomocny wpis, zawsze mam problem z aplikacją samoopalacza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup któryś z tych trzech i zapomnisz o problemie :)

      Usuń
  13. Zawsze kupuję samoopalacze w kremie ale widzę że Ty wolisz inną konsystencję :) Spróbuję tego Daxa w sprayu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej lubię te w sprayu, fakt :) Jak najbardziej płynne

      Usuń
  14. Mam Bielendę, nie śmierdzi ale ma dość wyrazisty ciepły zapach. daje piękną opaleniznę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam mgiełkę z Lirene i piankę Bielendy - bardzo fajne kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń

Nie zostawiaj komentarzy w stylu "zapraszam do mnie", linków do bloga etc. Mój blog to nie miejsce na czyjąś reklamę.
Dziękuję :)